poniedziałek, 12 maja 2014

Autorka: Cannella Thirwall


Piękna blondynka o błyszczących niczym gwiazdy oczach oraz pełnych czerwonych ustach zawsze należała do ludzi szczerych a przy tym inteligentnych. Potrafiła wyrażać się wobec innych szacunkiem i miłością którą obdarzała swoją rodzinę. Jej mama od najmłodszych lat uczyła,że najważniejszą rzeczą w życiu jest miłość,a jeszcze ważniejszą rodzina i wzajemna pomoc. Dziewczyna nie ukrywała podziwu który kierowała wobec swojej rodzicielki,rzadko ją widywała z powodu pracy trwającej całe dnie,w ten sposób zarabiała pieniądze na rodzinę jak i na nastoletnią córkę.Kiedy Smantha posiadała odrobinę czasu wolnego,trafiał on w ręce blondynki. Nastolatka ani razu nie zauważyła iskry zmęczenia u swojej mamy,mając kompletną nieświadomość,że ta chcę ukazać się z jak najsilniejszej strony i nie poddać się braku energii. Ludmiła mocno darzyła Samanthę uczuciem  jakim jest miłość. Każdego dnia wpatrywała się w swoją rodzicielkę i potrafiła wyobrazić sobie najgorsze rzeczy jakie mogą się stać. Obawiała się,że Samantha zawsze będzie tłumić wszystkie uczucia w sobie,co doprowadzi ją do całkowitego wycieńczenia a nawet bliskiej śmierci,nie wspominając już o jej ciągłej bezsenności. Nastąpił kolejny cudowny dzień,szczupłą blondynkę owiniętą w puszystą,jedwabistą kołdrę obudziły promienie słońca wlatujące przez jasnoniebieskie pokojowe okna. Kolorowe promyki zwinnie poruszały się na jej twarzy tworząc swój własny układ taneczny. Lekko uniosła dłonie do swojej gładkiej twarzyczki i delikatnie przetarła brązowe średniej wielkości oczęta swoimi zadbanymi rękoma.Energicznym ruchem zrzuciła z siebie beżową kołdrę w szare wzory i wstając skierowała się do kuchni. Pomieszczenie zawierało bladożółte ściany na których można było zauważyć różnego typu miniaturowe obrazki,okrągły,biały alarm dymny zawieszony elegancko nad kuchenką oraz zawieszki na których wisiały przyrządy kuchenne takie jak drewniane łyżki i długie ,ostre noże z drewnianymi rączkami. Każdy blat była barwy ciemnego drewna oraz zawierał szuflady. Przy jednym z nich stała jasnoszara lodówka mieszcząca również u góry zamrażarkę. W zlewie natomiast walało się mnóstwo garnków jak i rondelek napełnionych wodą. Nastolatka sięgnęła do górnych drewnianych półek,lecz kiedy ujrzała brak małych śniadaniowych talerzy posmutniała i wyjęła ostatni obiadowy znajdujący się tuż nad miejscem w którym stały małe szklane talerzyki. Położyła owy talerz na blat i rozejrzała się nad sztućcami,blondynce zajęło jedynie kilka minut przygotowanie śniadania a konkretniej dwóch naleśników polanych sosem malinowym z bitą śmietaną.Oczywiście najważniejszy posiłek dnia przygotowała dla Samanthy która jeszcze pogrążała się w krainie snów. Wzięła plastikową tackę wiszącą na jednym z zawiasów niedaleko lodówki i położyła na niej porcelanowy talerz ze śniadaniem,łapiąc za specjalne uchwyty ruszyła wolnym kroczkiem do sypialni Samanthy. Cicho nacisnęła klamkę o kolorze jasnego srebra moherowych drzwi i równie cichutko popchnęła. Będąc w środku sypialni mającej klimat średniowiecza zmieszanego z współczesnością podeszła do łoża rodzicielki,a tackę ostrożnie postawiła na etażerce nocnej. Bez jakichkolwiek wahań ,tak samo jak postawiła tackę,tak samo usiadła na łóżku matki,uważnie się jej przyglądając złapała ją delikatnie za gładką dłoń i kontynuowała wpatrywanie się w tą zmęczoną twarz. Spostrzegła ostro czarne wory pod oczami,rozmazany tusz do rzęs na powiekach - Pewnie już zaschnięty - pomyślała,na czole było widoczne tysiąc zmarszczek podkreślających ciągłe zmęczenie kobiety. Twarz która zawsze mimo wszystko była uśmiechnięta,pokazała swoje prawdziwe obliczę. Gdy spała,można było u niej zauważyć nawet najmniejszy szczegół określający jej zmęczenie. Brązowe oczka ciągle patrzyły na tą smętną ,zmęczoną twarz z wyrazem żalu. Blondynka omal nie wydając łzy,pogrążyła się w myślach przymykając oczy. Nie mogła już znieść widoku tej biednej twarzy. Poczuła strzałę w sercu na myśl,że nie wie jak jej pomóc. Gdy lekko otworzyła swe oczęta ujrzała rozszerzające się powieki Samanthy,kiedy kobieta otworzyła oczy,była w nich jedynie pustka. Dopiero teraz,było to widać. Mimo swojego stanu uśmiechnęła się promiennie,nawet nie wiedząc,że córka już rozgryzła jej stan.
 - Witaj skarbie - wypowiedziała patrząc na szczupłą siedemnastolatkę trzymającą ją za dłoń.
- Mamo..Proszę. Nie przemęczaj się już tak. Jeszcze trochę i umrzesz z powodu braku senności. - wydusiła nie omal przez łzy,które starała się odpychać.


- Skarbie. Nie przesadzaj. To tylko lekkie zmęczenie,nic takiego. - Samantha powiedziała tak jakby na prawdę uważała swój stan jako mało krytyczny. Ludmiła nie wiedząc co już robić,próbowała z swoich ostatnich sił przekonać rodzicielkę o jej krytycznym stanie,lecz siły się wyczerpały, a kobieta nie przyjmowała tych słów na poważnie i uważała,że wszystko jest w porządku,nie zdawała sobie sprawy z tego,że tak na prawdę jest już bezsilna.
- No dobrze.. Na etażerce masz śniadanie. Tylko spróbuj mi go nie zjeść,a teraz niestety muszę się przyszykować do szkoły. - westchnęła przytulając się do rodzicielki. Chwilę później znajdowała się na korytarzu, skierowała się w stronę swojej sypialni gdzie miała zamiar się ubrać. Podeszła do szafy i otworzyła ją powolnym,bezsilnym ruchem.Wyjęła śliczną niebieską bluzkę w stylu vintage wiązaną z tyłu,a po chwili rażące białym kolorem jeansowe spodnie zwane "rurkami" i czarne niczym smoła baletki. Rzeczy oczywiście rzuciła na łóżku,zamknęła szafę i obróciła się niczym baletnica ściągając z siebie koszulę nocną jak i spodenki. Minutkę później błyszczała przed lustrową szafą w stroju który dodawał jej kobiecości.Potargane włosy postanowiła ułożyć na boku dając mocniejszy efekt stylizacji.Po jakimś czasie znajdowała się poza domem,idąc tą samą co zawsze drogą do wielkiego budynku.W pewnej chwili weszła do potężnego budynku szkoły pewnym krokiem,na korytarzu zauważając swoją przyjaciółkę ,podeszła do niej i przywitała się. Natalię znała od urodzenia,zawsze mogła się jej wyżalić a ta ją zawsze umiała rozweselić i doradzić. Razem ruszyły w stronę sali muzycznej,gdzie odbyć się miały zajęcia ze śpiewu. Nastolatka je uwielbiała i kochała wszystko co było związane z muzyką. Dzięki tej pasji mogła oderwać się od rzeczywistości. Po chwili zaczęła się lekcja. Blondynka słuchała z wielką uwagą każdego słowa wypowiedzianego przez nauczycielkę. Dziś miały się odbyć pierwsze przesłuchania do przedstawienia "Grease" Angie poświęciła połowę lekcji na wytłumaczeniu uczniom co będzie podczas eliminacji. Pomoc nauczycielki w rozgrzaniu głosów i dodaniu otuch dodała uczniom pewności siebie. Gdy wszystkie zajęcia minęły rozpoczęły się długo wyczekiwane przez wszystkich przesłuchania.Dziewczyna usiłowała walczyć z silnymi skrętami żołądka i nagłymi przypływami zimna. Nie potrafiła o niczym myśleć,w głowie tworzył się jej wielki wir braku koncentracji. Natalia jak mogła,ciągle starała się podciągnąć Ludmiłę na duchu,lecz bez żadnych skutków.
Chwilę później do jej uszu dotarł ten głos. Głos wymawiający jej imię. Poczuła teraz szybko dudniące serce i pot spływający po jej twarzy. Odetchnęła ciężko i weszła do średniej wielkości pomieszczenia gdzie siedziało jury.Mężczyzna o średnim wieku rozkazał jej się przedstawić. Z walącym jak lokomotywa sercem powiedziała swoje imię i nazwisko. Po chwili dobiegło pytanie 'Co nam zaprezentujesz?'. Teraz w duchu podziękowała Angie,która podsunęła jej pomysł z piosenką Algo Se Enciende. Ten tytuł w przeciwieństwie do poprzednich jej zdań wypowiedziała z gracją i pewnością. Kiedy do uszu blondynki dotarła melodia,serce zwolniło swoje bicie. W umyśle roił się wir emocji a ręce ,które do tej pory były zdrętwiałe,ożyły wraz z nogami. Kiedyś by przeklęła swoje ciągłe zmiany głosowe,ale nie teraz. Dzięki tym swoim ciągłym 'zmianom' w głosie,obejmował on aż pięć oktaw z których jury byli zadowoleni. Cztery minuty minęły niczym strzał z bicza,a siedemnastolatka musiała już wychodzić by ustąpić salę innym. Wyszła z pomieszczenia posiadającego panelową podłogę wyglądającego jak drewno z szerokim uśmiechem na twarzy. Przebyła wzrokową wędrówkę w poszukiwaniu Natalii. Wykonała ją przez krótki czas gdyż dziewczyna siedziała wygodnie pod salką. - I jak? - zapytała podchodząc do przyjaciółki,ta jedynie odpowiedziała znanymi słowami - chyba dobrze. W tej chwili nie miała ani ochoty na rozmowę ani na wywiad.Wir myśli powrócił wraz z nagłymi przypływami zimna,lecz nie przejmując się tym zbytnio wyszła z budynku kierując się w stronę domu,z tego całego wiru wyłaniały się drukowane napisy 'M-A-M-A'. Pragnęła zobaczyć jej stan,lepszy bądź gorszy,liczyła na to,że będzie to pierwsze. Przyśpieszyła więc swój chód i w błyskawicznym tempie zaczęła biec.


Gdy dobiegła do domu jej wzrok dostrzegł karetkę. brązowe oczy zrobiły się szklane,do głowy dotarł najczarniejszy scenariusz.Niestety,tym razem prawdziwy. Przez oczy pełne łez zauważyła Samanthę. Tym razem wyglądającą niczym staruszka. Nawet w tej odległości było widać bladą skórę niczym trup,czarne wory pod oczami i jeszcze więcej zaschniętego tuszu zlewającego się z worami ciągnącego aż do ust. Wyglądała koszmarnie,jak duch z najstraszniejszego horroru.Twarz blondynki była cała klejąca i mokra od łez,na ostatnich siłach podbiegła bliżej. Kobietę już zapakowano do karetki,a siedemnastolatka jedyną czynnością którą mogła zrobić było zapytanie jednego z lekarzy co się stało. I tak zrobiła. Jedyne co usłyszała,to,to,że muszą ją zawieść do szpitala. Po krótkim dialogu stała na chodniku i patrzyła na jadącą karetkę. Nawet nie miała pojęcia do którego ze szpitali ją zabrali,gdy karetka zniknęła z jej pola widzenia,spuściła głowę i upadła. Trzymała się jedynie na kolanach,a ręcę miała położone na chodniku . Nagle poczuła delikatną dłoń na swoim ramieniu i waniliowy zapach perfum który już kiedyś czuła. Odwróciła głowę a jej oczom ukazała się Natalia. Klęczała przy dziewczynie patrząc na nią czekoladowymi oczami. Siedemnastolatka natychmiastowo wtuliła się w nią a z oczu wydobyło się jeszcze więcej łez niż przedtem. Przyjaciółka dziewczyny od razu domyśliła się co się wydarzyło. Delikatnie zaczęła gładzić blondynkę po jej długich włosach próbując ją uspokoić.Niestety ,ból jaki czuła wtulająca się siedemnastolatka najwyraźniej był za silny. Ludmiła wyjawiła przyjaciółce,że musi się dowiedzieć co się stało z Samanthą. Ta tylko oznajmiła,że jej pomoże,również i we wstaniu.Nie tracąc ani chwili dłużej pobiegły truchtem z ostatnich sił,jednak gdy dotarły do pierwszego lepszego szpitala nie było w nim Samanthy,ani jakiś innych cennych informacji które by się przydały dziewczynom.Jednak nie poddając się ,ruszyły dalej. Cały dzień spędziły na odwiedzeniu ponad dziesięciu szpitali,kiedy stwierdziły,że chcą się poddać im oczom ukazał się wielki budynek przypominający bardziej kościół niż szpital,mimo to,weszły tam a okazało się,że to ten właściwy. Po skonsultowaniu się z lekarką która stała z notesem i długopisem w ręce pobiegły do powiedzianej przez nią sali. Lu stanęło serce gdy ujrzała niebieskie i czerwone kable podłączone do Samanthy,białe łóżko,biały stojak z kroplówką i drugi o tym samym kolorze stojak,jednak ten był z krwią w woreczku która pewnie należała do kobiety o bladej skórze. Blondynkę ogarnęły duże mdłości,lecz mimo wszystko podeszła z trudem do białego krzesła i usiadła na nim. Nie pewnie wzięła matkę za bladą dłoń,była ona tak krucha,że miało się wrażenie,jakby w jednej chwili miała zaraz pokruszyć się na milion kawałków. Zaczęła modlitwę o otwarcie oczu Samanthy. Minutę później do uszu siedemnastolatki dobiegł okropny jak i głośny dźwięk. Wydał go jeden z aparatów który zaczął pokazywać na monitorze prostą linię. Do pustej ,białej sali wbiegło kilka pielęgniarek wraz z lekarzami,a dziewczynę z prawie nie bijącym sercem wyprosili z sali. Nastolatka doskonale zdawała sobie pojęcie,z tego ,że teraz jej rodzicielka walczy o życie.Krążył w niej teraz niebezpieczny wir emocji,nagle zapomniała o wszystkim. Wszystkim co do tej pory miało dla niej znaczenie,jedyna myśl jakiej udało się przetrwać to myśl o matce. Zrezygnowana z tymi samymi mdłościami przez biel obejmującą nawet najmniejszy zakamarek szpitala usiadła na ciemnoniebieskie plastikowe krzesło koło jasnoszarych drzwi. - Nareszcie coś nie-białego - pomyślała przy tym ujmując swoją gładką i mokrą twarz w dłonie.Natalia także martwił się o los Samanthy. Ta kobieta która teraz leżała martwo na ohydnie białym łożu była dla niej niczym matka. Pamiętała każdą jej pomoc,wysłuchanie i radę. W głowie czarnowłosej pojawiło się ogromne współczucie wobec przyjaciółki,ona nie mogła stracić matki. W duchu wierzyła,że wszystko się uda i doktorzy ją uratują.Zdążyło minąć dwadzieścia minut a z sali wyszedł lekarz z miną nie do odczytu. Dziewczyna od razu na jego widok zapytała się o swoją rodzicielkę,a doktor odparł jedynie,że jest mu przykro,że zrobili wszystko co w ich mocy,ale niestety nie dokończył,w tym momencie nastolatka wybuchła jednocześnie płaczem i gniewem. Zaczęło się rodzić w niej milion emocji których nie była wstanie opamiętać. Wir myśli przywoływał tysiąc wspomnień,jednak teraz w jej oczach było widać wściekłość. Wrzeszczała z powodu bezsilności na doktora - Panu,panu jest przykro? Zawsze tak mówicie a tak na prawdę dla Was jest to na rękę i czujecie ogromną ulgę! - Nie zastanawiając się chwili dłużej wstała i dodała - I do cholery jasnej ,zróbcie coś z tym białym kolorem bo aż rzygać się chce gdy się na to patrzy! - wyrzuciła z siebie ostatnie słowa,po czym nie zważając nawet na Natalię poszła szybkim krokiem tupiąc wyraźnie nogami. Brwi miała zmarszczone a ręce huśtały się do przodu i do tyłu.Jedyne czego teraz potrzebowała to mocne przytulenie się do rodzicielki i opowiedzenie jej wszystkiego.Niestety,ona właśnie ją opuściła. Wbiegła do domu niczym torpeda i nawet nie zauważyła przyjaciółki która biegła za nią w szpitalu,po prostu wrzeszczała byle wrzeszczeć,a z głowy wyleciało jej wszystko,w pewnym momencie już chciała sięgać po ostateczny środek jakim była żyletka,nóż kuchenny cokolwiek ostrego,ale przeszkodziła jej Natalia która mimo wszystko biegła za przyjaciółką całą drogę od szpitala,wytłumaczyła żeby ta nic sobie nie robiła. Dziewczyna pomimo buzujących w niej emocji posłuchała czarnowłosej,ostatecznie usiadła na beżową kanapę i zaczęła patrzeć swoimi pustymi tęczówkami w panelową wyglądającą jak drewno jasną podłogę. Czarnowłosa usiadła koło dziewczyny i zaczęła swoją przemowę tłumiąc w sobie skryte emocje - Lu,nie zadręczaj się. Zamieszkasz na razie u mnie. - blondynka jakby wyrwała się z transu odpowiedziała kierując głowę w jej stronę - Nie. Nie chcę Ci robić kłopotów. - po chwili odpłynęła z powrotem w trans gapiąc się w panelową podłogę. - Nie przerywaj mi. Jesteś moją przyjaciółką i czy tego chcesz czy nie,zamieszkasz u mnie. Nie mam pojęcia jakie rzeczy Ci mogą przyjść do głowy w tym domu,w szczególności,że noże są w zasięgu ręki.. - powiedziała stanowczo i o dziwo pewno.Dziewczyna nie mogąc podjąć żadnej decyzji zdecydowała się nakrzyczeć na ciemnooką,ale w dobrej chwili się powstrzymała przypominając sobie słowa mamy z dzieciństwa. Teraz tylko popatrzyła na siedemnastolatkę tymi pustymi oczami,które były całe klejące od łez.- Nat. Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Przecież.. - wypowiedziała. Czuła ogromne kucie w sercu i pustkę. - Lu.. Nie przewidzisz przyszłości. Samantha już od długiego czasu przecież cierpiała na ciągłe zmęczenie,a teraz gdyby nie odeszła ,nadal by cierpiała. Teraz jest gdzieś tam na górze i stała się twoim aniołem stróżem. - ciemnowłosa usiłowała nadal dojść do rozumu siedemnastolatki,mimo to ta jedynie energicznie wstała i w błyskawicznym tempie pobiegła do pokoju. Słychać było głośny trzask drzwiami. Dziewczyna westchnęła i z rezygnacją opadła na kanapowe poduszki.


Ludmile ciężko przychodziła do głowy myśl z nagłą śmiercią Samanthy. Leżała zwinięta w kłębek na jedwabnej beżowej pościeli w kropki czyniąc ją mokrą łzami. Usłyszała hałaśliwe skrzypnięcie drzwi, nigdy nie skrzypiały. Nawet jej głowa nie drgnęła ku kierunku drzwi a nadal ze skupieniem przyglądała się wnętrzu pokoju. Poczuła dotyk i waniliowy zapach delikatnej ręki spoczywającej na jej blond włosach. Do uszu dotarł głos Natali mówiący o uspokojeniu się. Gdy upłynęło kilka godzin nastolatka z trudem uspokoiła się i zaczęła pakowanie walizki. Każdy zapach, każdy dotyk tego jedwabnego materiału każdego ubrania przypominał najwspanialsze wspomnienia z Samą. Ostatecznie wzięła się w garść i mniej więcej chwilę później zniosła fioletową walizkę w białe kropki na dół, do salonu. Postanowiła nie tracić tej ostatniej szansy wejścia do pokoju Samanthy, znaczy byłego pokoju Samanthy, i to zrobiła. Weszła do niego. Na drewnianej etażerce dostrzegła tackę, którą rano przyniosła. Delikatnie usiadła na tym wielkim łożu i zaczęła gładzić je dłonią. Jedwab. Kochała ten dotyk tego materiału i teraz już wie dlaczego, przecież zawsze jej mówiono i uważano, że jest bardziej podobna do matki niż do ojca. Więc dlaczego miłości do jedwabiu nie mogła odziedziczyć akurat po Samanthcie? W powietrzu czuła słodki woń perfum należących do zmarłej właścicielki pokoju. Poczuła ten znany jej mokry, cieniutki strumyczek spływający z oka po policzku. Wstała podchodząc do szaro-białej szafy, odchyliła duże drzwi i ujrzała tonę ubrań jak i kilka średnich kartonów położonych koło wyjściowych czarnych zamszowych butów. Zaczęła uważnie przeglądać każdą rzecz. Wspomnienia z jej pokoju wróciły, znowu przypominała powoli sobie te wszystkie piękne chwilę, dzieciństwo... W końcu ostatecznie postanawiając wyszła. Stała za drzwiami i ostatni raz odwróciła się za siebie po to by spojrzeć na pomieszczenie. Mimo, że baleriny które nosiła nie posiadały żadnych obcasów i tak ich podeszwa stukała hałaśliwie o każdy stopień schodów. Natalia na nią czekała oparta o długą kanapę stojącą na środku salonu. Walizka w tym czasie znajdowała się przy drzwiach wejściowych które otworzyła Natalia widząc bezsilność mięśni dziewczyny która zamiast na jednej ręce ciągnąć walizkę musiała ciągnąć dwoma. Drzwi z powodu zabezpieczeń również nie były lekkie do utrzymania otwarte. Na szczęście, dziewczyny poradziły sobie i wkrótce znajdowały się za stabilnymi ciężkimi frontowymi drzwiami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz